Archiwum

Statystka

Informacje

Z radością informuję, że po dosyć długiej przerwie wypełnionej męczącymi kolokwiami i egzaminami pojawił się na blogu ROZDZIAŁ TRZECI - serdecznie zapraszam do czytania :)

22 września 2016
Autor:

Rozdział pierwszy


SKĄD DO CHOLERY WZIĄŁ SIĘ TUTAJ PIES?!

Eileen


Wciągałam do płuc ciężkie powietrze przepełnione szczęściem i ekscytacją uczniów Hogwartu wesoło biegających po peronie by odszukać przyjaciół. Ich rodzice stali z uśmiechem na twarzach i pełni dumy co jakiś czas witali się ze znajomymi z dawnych lat, którzy także odprowadzali swoje pociechy na pociąg i czule je żegnali.
Mi oczywiście towarzyszyła Afra, która badawczo obwąchiwała każdy centymetr posadzki i  z zaciekawieniem przysłuchiwała się nowym dźwiękom przebijającym się przez gwar i odgłosy lokomotywy. Oprócz suczki tuż obok mnie stała najlepsza przyjaciółka babci. Irene Adler była starszą czarownicą, której ciemne włosy były poprzetykane siwymi kosmykami dodającymi jej uroku, którego miała aż w nadmiarze. Jej zielone oczy były przepełnione wesołymi ognikami, choć nieco przygaszonymi w ostatnim czasie. Kilka dni temu, tuż po nieciekawej wizycie wuja Roberta, jak to powiedziała wiedziona dziwnym przeczuciem, odwiedziła mnie, aby upewnić się, czy wszystko w porządku. 
Na początku nie byłam przekonana do tego, aby przyjechała tu ze mną, ale jej żywiołowość dodawała mi odwagi, której tak bardzo teraz potrzebowałam. Bez niej prawdopodobnie nawet nie przeszłabym przez barierkę oddzielającą peron dziewiąty od dziesiątego.
- Jeśli mi na to pozwolisz chudzinko... – Irene spojrzała na mnie z troską. - Chciałabym, abyśmy wymieniały między sobą korespondencję. Poczuje się lepiej jeśli będę wiedzieć, że nie masz żadnych problemów, zwłaszcza teraz kiedy czasy są tak niepewne.
- Tyle dla mnie pani zrobiła. - Szepnęłam, a w oczach pojawiły mi się łzy. - To będzie dla mnie czysta przyjemność... - Głos powoli zaczął mi się załamywać. Wcześniej nie chciałam tego przed samą sobą przyznać, ale ta pełna życia staruszka okazała się dla mnie większym wsparciem niż na początku sądziłam. Doskonale wiedziała jak się zachować. Nie była ani trochę nachalna, dała mi dokładnie tyle wolności i przestrzeni ile potrzebowałam, szczerze mówiąc wydaje mi się że nazbyt wiele. - Byłabym bardzo zawiedziona jeśli nie dostałabym od pani żadnego listu. - Ukradkiem starałam się otrzeć kilka zabłąkanych łez z policzka.
Afra nagle zaczęła szczekać na ciemnowłosego chłopaka, który nonszalancko przechadzał się po peronie. Ten rzucił tylko zdziwione spojrzenie w kierunki suni, a jego przyjaciel zaczął się głośno z niego śmiać. Byłam pewna, że ich kojarzę, ale miałam problem aby powiązać ich z jakąś konkretną sytuacją podczas której zapadliby mi w pamięć.
- I co Łapo, swój swego zawsze pozna. - Chłopak w okularach odwrócił się, aby dokładniej przyjrzeć się mojej osobie i zwierzęciu, które zwróciło ich uwagę.
- Jak zrzucę cię z miotły przynajmniej nie będę miał problemu ze znalezieniem nowego towarzystwa. - Oddalili się, więc nie byłam w stanie usłyszeć ich dalszej wymiany zdań.
- Eileen, pamiętaj że dla mnie będzie czystą przyjemnością zaopiekować się psiną. - Irene podrapała Afrę za uchem. - To naprawdę nie będzie żaden problem. - Pokręciłam stanowczo głową.
- Wystarczy, że będziesz doglądać domu, nie chcę abyś z mojego powodu miała jeszcze więcej kłopotów. - Odpowiedziałam. - Poza tym, profesor Dumbledore zgodził się, aby była pod opieką Hagrida. Nie mówię, że u pani byłoby jej źle, ale nie ukrywam że ja czułabym się zdecydowanie lepiej mając ją blisko siebie. Myślę, że wszystko powinno zostać tak jak to omówiłyśmy ostatnio.
- Jeśli dzięki temu będziesz czuła się pewniej, nie będę ci się narzucać. - Pani Adler posłała mi spojrzenie przepełnione troską. - Och! - Cicho krzyknęła. - Zostało kilka minut do odjazdu, więc lepiej pośpiesz się kochanie jeśli chcesz zdążyć, bo pociąg odjedzie bez ciebie. - Przytuliła mnie mocno i żwawym krokiem ruszyła w stronę najbliższego wagonu.

***


- Pies nie jest zwierzęciem dozwolonym w naszej szkole. - Usłyszałam wysoki i pretensjonalny głos, więc niespiesznie się odwróciłam. Moim oczom ukazała się blondynka o nieprzyjemnej twarzy i przewyższająca mnie co najmniej o głowę. Na jej czarnej szacie oprócz symbolu Slytherinu widniała lśniąca odznaka prefekta.
- Jak widać, dla niektórych jest. - Odparłam nieco wyzywającym tonem, co mnie samą zdziwiło. Poczułam jak moje policzki powoli robią się czerwone.
- Jak będziemy już w Hogwarcie, lepiej naszykuj się na natychmiastowe odesłanie tego kundla z powrotem do dziury, w której mieszkasz.
- Witaj Dario, na twoim miejscu lepiej bym zważał na słowa, to że jesteś prefektem nie znaczy, że możesz w taki sposób odzywać się do innych. Zwłaszcza do mojej dziewczyny. - Poczułam jak ciepłe ramię Bena oplata mnie w pasie, a na czole składa mi delikatny pocałunek. - Zachowuj się odpowiednio do pełnionych obowiązków, bo na następnym spotkaniu prefektów przez przypadek może mi się wymsknąć twój stosunek do uczniów.
Nie bardzo wiedziałam jak powinnam się zachować, więc stałam w milczeniu i przyglądałam się wymianie zdań tej dwójki. W końcu nie należy się wtrącać do rodzinnych sprzeczek, choć niestety to ja byłam powodem tej konkretnej.
- Przepraszam, ale powodujecie korek. - Dołączył do nas kolejny prefekt, przez co poczułam się trochę gorsza, bo tylko ja w tym towarzystwie nie mogłam pochwalić się tym osiągnięciem. - Pozostali studenci nie mogą przez was znaleźć miejsc, a myślę że nie tylko my chcielibyśmy usiąść i trochę odsapnąć.
- Witaj Remusie, właśnie się żegnaliśmy z Darią. - Blondyn spojrzał znacząco na swoją kuzynkę. - Chodź Eileen, zaprowadzę cię do przedziału. - Miałam wrażenie jakby ktoś wyrwał mnie z transu. - Blokujemy przejście, a twoje bagaże nie należą do najmniejszych. - Ben się cicho zaśmiał i pociągnął mnie za sobą. Złapałam za rączkę kufra i nieco niezdarnie próbowałam ruszyć przed siebie.
- Poczekaj, pomogę ci z tym, przecież płuca wyplujesz od dźwigania tego. - Spojrzałam na niego z ulgą i wdzięcznością. 
- To bardzo miłe z twojej strony. - Uśmiechnęłam się i zawołałam suczkę, która według mnie odrobinę za bardzo interesowała się Lupinem próbującym wrócić do swoich obowiązków. - Afra, zachowuj się. - Pociągnęłam ją za obrożę. - Nie można tak zaczepiać innych. Chodź! Bardzo przepraszam... - Tym razem spojrzałam na bruneta, który zaczął głaskać psa po grzbiecie. - Zazwyczaj jest o wiele grzeczniejsza. Nie mam pojęcia co w nią dzisiaj wstąpiło. - Musiałam użyć trochę więcej siły, aby odciągnąć ją od niego.
- Nic się nie stało. - Odparł. - Zdążyłem już do tego przywyknąć, większość czworonogów tak na mnie reaguje. - Zaśmiał się cicho. - Wybacz, powinienem się przedstawić. Remus Lupin.
- Wiem. - Tym razem to ja zachichotałam. - Jesteśmy na tym samym roku i w tym samym domu. - Wskazałam na emblemat na mojej szacie. - Chłopak trochę się zmieszał i zaczął nerwowo pocierać skroń.
- Wybacz, ale nigdy wcześniej cię nie zauważyłem, nie wiem jak to się stało skoro pewnie mamy razem część zajęć o ile nie większość.
- Nie przejmuj się, w szkole jest dosyć sporo ludzi, a ja jakoś specjalnie nie rzucam się w oczy. - Odparłam starając się sprawiać wrażenie, że nic się nie stało, choć tak naprawdę wiem, że nie powinnam, ale poczułam się trochę dotknięta tym, że moja osoba jest tak mało znacząca.
- Eileen, powinniśmy już iść, wciąż torujemy przejście. - Mój chłopak spojrzał na mnie sugestywnie. - Do zobaczenia później Remusie, nie zapomnij, że zebranie rozpoczyna się o trzynastej trzydzieści.
- Doskonale wiesz, że nigdy się nie spóźniam, w przeciwieństwie do niektórych.
- Cześć. - Pożegnałam się nieśmiało z prefektem.

***



 - Po co brałaś ze sobą psa do szkoły? - Zapytał z lekkim wyrzutem Ben, gdy wkładał moją walizkę na półkę. - Daria miała rację, nie jest to zwierzę, które możemy mieć ze sobą.
- Mam pozwolenie od profesora Dumbledora, więc nie musisz się tym przejmować. - Niemalże mu odwarknęłam. Zaczynały mnie już denerwować pretensje wszystkich o to. - Doskonale wiesz, że tak jakby nie bardzo mam z kim ją zostawić, a jest moją jedyną normalną i żyjącą rodziną, więc wybacz jeśli nie będę za to przepraszać.
- Yhm... No tak. - Ben lekko się speszył. - Przepraszam, nie powinienem tak mówić. To było bardzo nietaktowne z mojej strony. - Usiadł obok mnie i zaczął bawić się kosmykiem moich włosów. - Wybacz mi. - Jak się trzymasz, słodziaku? - Delikatnie pogładził mnie po policzku, a ja poczułam w środku ulgę.
- Nie ukrywam, że bywało lepiej, ale wiesz, była przy mnie Afra i razem chyba całkiem nieźle sobie poradziłyśmy. - Mruknęłam i przybliżyłam się do blondyna dzięki czemu mogłam jeszcze bardziej poczuć ciepło jego ciała. - Brakowało mi ciebie. - Spojrzałam w jego błękitne tęczówki i niemal się w nich rozpłynęłam. Miałam wrażenie jakbym znów wróciła do lepszych czasów kiedy to mogłam całymi dniami siedzieć na plaży i przypatrywać się jak fale regularnie niszczą gładką powierzchnię morza i nie przejmować się niczym.
- Eileen, będę musiał się zbierać. - Odezwał się po chwili Ben i skierował się do wyjścia.
- Tak szybko? Myślałam, że zebranie zaczyna się po trzynastej. - Spytałam zdziwiona i lekko zawiedziona.
- No tak, ale muszę jeszcze sprawdzić porządek na korytarzu, czy przypadkiem pierwszaki czegoś nie przeskrobały. Sama rozumiesz, obowiązki wzywają.
- Wiem, wiem, ale tak dawno się nie widzieliśmy, a przez wakacje prawie ze sobą nie rozmawialiśmy. Wysłałeś do mnie tylko dwa listy. Miałam nadzieję, że teraz spędzimy razem trochę czasu. Mamy wiele do nadrobienia. - Uśmiechnęłam się niepewnie, a chłopak wpatrywał się we mnie bez słowa.
- Przykro mi, ale nie mogę unikać powierzonych mi zadań. Zobaczymy się później. - Wyszedł, a ja ponownie zostałam sama z Afrą.
Sądziłam, że drogę do Hogwartu będę chciała przede wszystkim spędzić w samotności, ale myślami wciąż wracałam do rozmowy z Irene i jak się rozkleiłam. Świadomość, że gdzieś w tym samym pociągu znajdują się moje najbliższe przyjaciółki sprawiła, że miałam potrzebę się z nimi zobaczyć. Zwłaszcza, że po pogrzebie Alexandra i Sophie próbowały mnie przekonać, abym do końca wakacji zamieszkała u jednej z nich, ale nie mogłam się na to zgodzić. Potrzebowałam trochę czasu, aby przemyśleć to w jak popieprzonym miejscu mojego marnego życia się znalazłam. Pomimo moich licznych protestów pewnego dnia obie zjawiły się u mnie w domu i zostały na tydzień lub dłużej. Sama już nie pamiętałam. Nie powiem, że przyjęłam je z otwartymi ramionami, niestety było wręcz przeciwnie. Gdyby mama zobaczyła w jaki sposób przyjęłam gości i jak łatwo zapomniałam o dobrych manierach, prawdopodobnie by mnie wydziedziczyła. Zamiast się obrazić,  przyjaciółki dzielnie znosiły moje nieprzyjemne zachowanie i starały się okazać jak najwięcej wsparcia, a ja nawet im za to nie podziękowałam.
Po raz kolejny dotarło do mnie jak niewdzięczną osobą się okazałam. Zamiast docenić dobro i cierpliwość jaką okazali mi inni, ja myślałam tylko o sobie. Nigdy nie podejrzewałam siebie o taki egoizm, przecież nie tak wychowali mnie rodzice. Najwidoczniej nie potrzebowałam dużo czasu, aby ich zawieść.
Zaczęłam cieszyć się, że tak późno dotarłam na peron dziewięć i trzy czwarte bo nie miałam okazji, aby od razu zobaczyć się z Lexi i Sophie, dzięki czemu oszczędziłam im i sobie mojego marudzenia i wilczego humoru, a tak przynajmniej ten czas spędzony samotnie w przedziale sprawił, że parę rzeczy do mnie dotarło. W końcu. Musiałam jak najszybciej je znaleźć i przeprosić  za to jak beznadziejną i wredną kretynką byłam.
- Afra, wstawaj. - Suczka niechętnie podniosła głowę i spojrzała na mnie mętnym wzrokiem. Najwidoczniej nie była zadowolona z faktu, że przerywam jej sen. - Nie rób takiej miny, mamy ważną rzecz do zrobienia. Koniecznie musimy zobaczyć się z dziewczynami.

Syriusz


Remus poszedł na spotkanie prefektów, Peter wolał zajadać się czekoladowymi żabami na zmianę z fasolkami wszystkich smaków, a mi z Jamesem cholernie się nudziło. Jak powszechnie było wiadome, na nudę najlepsze jest podrzucenie kilku łajnobomb Ślizgonom. Może nie jest to zbyt wyrafinowany kawał z naszej strony, ale efekt był zawsze gwarantowany.
Wbiegliśmy do pierwszego otwartego przedziału by ratować się przed kilkoma ścigającymi nas uczniami Slytherinu. Nagle poczułem jak uderzam o podłogę. Na mojej piersi stał ogromny płowy pies. Niestety był niezwykle pewny swego uzębienia i bezwstydnie się nim chwalił. Miałem wrażenie, że jeszcze kilka sekund, a jego kły byłyby zanurzone w mojej szyi. Po chwili poczułem jak przygniatający ciężar znika z mojej klatki piersiowej i znów mogę swobodnie oddychać. Gdy już wstałem zobaczyłem jak drobna brunetka o połowę mniejsza od tej bestii co mnie prawie zabiła siłuje się z nią i uspokaja, a jej koleżanki przyglądają mi się z przerażeniem, a James jak przystało na prawdziwego przyjaciela siedział w kącie i prawie płakał ze śmiechu.
- Skąd do cholery wziął się tutaj pies?! - Krzyknąłem poddenerwowany wciąż mając wizję całego mojego życia przed oczami. - Wolno nam mieć tutaj psy? - Miałem wrażenie, że serce zaraz mi eksploduje.
- Afra! Spokój! - Dziewczyna w cichy, acz stanowczy sposób przywracała czworonoga do porządku. - Bardzo mi głupio z powodu tego co się stało. - Odezwała się lekko zakłopotana, a jej praktycznie czekoladowe tęczówki wpatrywały się we mnie przepraszająco. Dawno nie widziałem oczu tak bardzo przepełnionych smutkiem i nadzieją, a może właściwie jej całkowitym brakiem, aż zrobiło mi się głupio, że miałem do niej jakiekolwiek pretensje o całe zajście. - Mam nadzieję, że nic ci się nie stało...
- Dzisiaj najwyraźniej nie mam szczęścia do psów. - Mruknąłem wciąż oszołomiony sytuacją. - Rano na peronie przed odjazdem pociągu zostałem obszczekany przez jakiegoś innego psa i również nie okazano mi żadnego wsparcia. - Spojrzałem z wyrzutem na Rogacza, który się prawie zapowietrzył od wstrzymania kolejnego wybuchu śmiechu. 
- Och... - Policzki dziewczyny zaczęły powoli przybierać kolor purpury, a oczy osiągnęły wielkość galeonów. - Jestem niemal pewna, że wtedy to również był mój pies. 
- W takim razie najwyraźniej mam pecha tylko do twojego... - Starałem uśmiechnąć się pokrzepiająco, ale na ile mi się to udało, nie miałem pojęcia. Za każdym razem gdy trochę dłużej zawiesiłem na niej wzrok miałem ochotę ją przepraszać za to co się wydarzyło przed kilkoma minutami.
- Nie tylko ty, Afra wykazała ponadprzeciętne zainteresowanie także naszym prefektem, ale muszę przyznać że w stosunku do twojej osoby jest wyjątkowo, jakby to powiedzieć... - Przez chwilę  zamilkła szukając odpowiedniego słowa. - Nadpobudliwa. Jest to bardzo dziwne, bo możesz mi wierzyć lub nie, ale to najłagodniejszy pies jakiego znam. 
- Wiesz co Syriuszu, zgadzam się z tym stwierdzeniem. - Odwróciłem głowę w stronę przyjaciela w najlepsze bawiącym się ze zwierzęciem, które pozwalało robić ze sobą wszystko. - I może się powtórzę, ale swój pozna swego, czyż nie? - Suczka zawtórowała  szczekaniem głośno śmiejącemu się chłopakowi. 
- Czekaj, co powiedziałaś? Afra, tak? - Spojrzałem pytająco najpierw na jej koleżanki, aby upewnić się, czy nie przekręciłem imienia. Obie były blondynkami, lecz jedna miała niebieskie, a druga piwne oczy, przez cały czas siedziały jak spetryfikowane i wpatrywały się z zainteresowaniem na zmianę we mnie, Jamesa i drobną brunetkę, której długie włosy miękko opadały na ramiona.
Dziewczyny pokiwały zgodnie głowami w odpowiedzi na zadane przeze mnie pytanie i zaczęły konspiracyjnie coś szeptać między sobą. - Więc ten zwierzak, który w przedziwny sposób okazuje uczucia, zainteresował się także naszym prefektem, a którym jeśli mogę wiedzieć? - Całe towarzystwo spojrzało na mnie jakbym oszalał lub spotkało mnie coś równie ciekawego.
- Nie jest to żadna tajemnica, miałam na myśli Remusa Lupina. - W tym momencie zacząłem śmiać i nie zdziwiłbym się gdyby wszyscy teraz pomyśleli, że naprawdę zwariowałem. To było bardziej niż oczywiste, że ten nieszczęsny pies wykazywał nami niezdrowe zainteresowanie. Przeklęty James miał rację.
- Masz cholernie mądrego psa, wiesz? - Spojrzałem w kierunku olbrzyma z niewielką dozą podziwu. - Dobra, Potter czas się zbierać. Zaczynasz nawiązywać zbyt duże porozumienie z tą bestią i jeśli Evans cudem zmieni zdanie, stwierdzi, że jesteś zajęty i nie będziesz miał już u niej żadnych szans. - Ruszyłem w kierunku wyjścia, ale zdałem sobie sprawę, że kompletnie nie miałem pojęcia z kim rozmawiałem. Jej znajome kojarzyłem, ale jeśli chodzi o nią, w mojej głowie panowała pustka. - Właśnie się zorientowałem, że zupełnie nie mam pojęcia kim jesteś. - Spojrzałem na nią wyczekująco.
- Ty również się nie przedstawiłeś. - Odpowiedziała. Czyżby próbowała być zadziorna? Czy wyobraźnia płatała mi figle?
- To niesprawiedliwe, jestem pewien, że wiesz kim jestem. - Odparłem  z wyrzutem. 
- Nie mam zamiaru być niegrzeczna, ale przez ostatnie kilka lat ta wiedza nie była ci niezbędna, więc myślę że to może pozostać moją słodką tajemnicą. - Patrzyła na mnie z prawie, że niewidocznym uśmiechem i przytrzymywała suczkę za obrożę tak mocno, aż jej delikatne knykcie pobielały. Odniosłem wrażenie, że wystarczy jeden gwałtowniejszy ruch psa, a brunetka będzie miała kilka połamanych kości w dłoni.  
Cóż,  było po niej widać, że nie miała zamiaru mi tego powiedzieć, a Lexi razem z Sophie nie garnęły się do wyręczenia jej. Chyba niepotrzebnie nastawiłem się na niezobowiązujący flirt. Muszę wrócić do obiegu, bo w wakacje trochę się rozleniwiłem.
Ostatni raz rozejrzałem się po przedziale i dołączyłem do Rogacza, który czekał na mnie na korytarzu. W trakcie zamykania drzwi usłyszałem podekscytowane głosy jasnowłosych dziewczyn.
- Ej, nie mówiłaś, że to akurat na niego miała rano chrapkę Afra. Jak mogłaś to przed nami zataić. - Po tych słowach nastąpiła dłuższa chwila ciszy.
- Wtedy nawet nie wiedziałam, że to był on. - Odpowiedziała niemal, że obojętnie brunetka. Ała, to zabolało bardziej niż wbijające się w moją pierś ostre pazury jej psa. Jakim cudem mnie nie poznała, przecież każdy, nawet nieszczęsne pierwszaki mnie rozpoznawały. Bylem pieprzoną legendą w Hogwarcie.

***


Postanowiliśmy z Jamesem przez jakiś czas się nie wychylać, dlatego też wróciliśmy do Petera. Zjedzenie czegoś było bardzo dobrą opcją na odreagowanie spotkania trzeciego stopnia z krwiożerczą bestią, która była przecież potulna jak pieprzony baranek.
- I jak bawili się Ślizgoni? - Zapytał Peter z zainteresowaniem. 
- Może nie tak dobrze jak ja, ale zdecydowanie lepiej niż nasz kochany Wąchacz. - Odparł ze śmiechem Potter, a ja spojrzałem na niego spode łba. 
- To znaczy? - Przyglądał nam się z zaciekawieniem i pochłaniał kolejnego pasztecika dyniowego.
- Starając się jak najszybciej ulotnić z miejsca zbrodni wbiegliśmy do pierwszego otwartego przedziału, który się napatoczył i to był wielki błąd ponieważ spojrzałem śmierci w oczy, ale chyba bardziej odpowiednim określeniem byłoby, że spojrzałem w zęby.
- Co znowu zrobiliście, że witaliście się ze śmiercią? - Dołączył do naszego towarzystwa Remus. - Tylko nie mówcie mi, że z waszej winy Ślizgoni muszą pozbywać się łajnobomb. - Lupin posłał nam błagalne spojrzenie. - Naprawdę miałem nadzieję, że to robota pierwszoroczniaków.
- No co?! - Zapeszył się okularnik. - Nie mieliśmy co robić, a to była bardzo dobra opcja, aby wyrwać się rutynie. - Poza tym, gdyby nie nasze urozmaicanie czasu innym, naprawdę mógłbyś to docenić Luniaczku, Syriusz nigdy nie znalazłby swojej drugiej połówki. - Przyjaciel zaczął się ze mnie nabijać.
- Bardzo zabawne. - Warknąłem. - Ciekawe czy mówił byś tak samo, gdyby to twoje gardło dzieliły sekundy od rozszarpania na strzępy. Ta dziewczyna powinna wiedzieć o istnieniu całkiem przydatnego mugolskiego wynalazku jakim jest kaganiec. - Jak nie spoglądałem jej w oczy o wiele łatwiej było mi się na nią denerwować. 
- Chyba wiem o kogo chodzi. - Zaśmiał się cicho Remus. - Bardzo drobna brunetka i pies prawie takich samych rozmiarów jak ona albo i większy? - Pokiwałem niechętnie głową. - Dzisiaj jej zwierzak przyczepił się do mnie i wręcz namiętnie mnie obwąchiwał. Nie mogłem wyjść z podziwu nad tym jak Eileen sobie daje rade z tym przesympatycznym olbrzymem. 
- Mnie prawie zabił ten cholerny kundel, a mi nawet nie raczyła się przedstawić. - Mruknąłem rozgoryczony. 
- Myślałem, że się zapadnę ze wstydu gdy okazało się, że należymy do jednego domu i jesteśmy na tym samym roku. Jako prefekt powinienem lepiej kojarzyć osoby z naszego rocznika, ale na swoją obronę powiem, że była w towarzystwie tego zarozumiałego i napuszonego Krukona, Bena Hersheya. Zawsze wprowadza niepotrzebny zamęt na zebraniach.
- Ona naprawdę jest z Gryffindoru? I jest na tym samym roku co my? - Spytał z niedowierzaniem James.
- Przecież wygląda jakby miała z czternaście lat, Lunatyku, nieładnie tak wkręcać przyjaciół. - Pokiwałem na niego żartobliwie palcem. - Przecież na pewno wcześniej bym ją zauważył.
- Eileen zawsze waży eliksiry z Lily na zajęciach, a mi kilka razy uratowała tyłek na zielarstwie. - Odezwał się niespodziewanie Peter. - I to ona najgłośniej kibicuje naszej drużynie na meczu. 
- Glizdogonie, ale zdajesz sobie sprawę z tego, że właśnie opisujesz trzy różne osoby. I doskonale wiesz o tym, że znam wszystkich z którymi zadaje się moja Evans. - Zaczął niepewnie James. - Owszem, każda z tych dziewczyn ma brązowe włosy, ale żadna z nich nie była tak szczupła, przecież ją mógłby złamać podmuch wiatru.
- Ciekawe jak ty byś wyglądał, gdyby wymordowano ci rodzinę. - Niemalże, że szeptał, a po tych słowach zapadła niezręczna cisza, która przerwałem. 
- Cóż to przynajmniej wyjaśnia skąd w pociągu wziął się pies. - I ten kurewsko smutny wyraz oczu dodałem w myślach.
- Peter... - zaczął lekko zachrypnięty Remus. - Skąd o tym wiesz, przecież nie było nic na ten temat w Proroku, na pewno bym zapamiętał taką okropną wiadomość. 
- Mama opowiadała ojcu któregoś popołudnia po powrocie z pracy. - Niebieskooki jakby od  niechcenia wzruszył ramionami, ale nikt z nas nie zdążył tego skomentować, bo drzwi do przedziału otworzyły się z impetem, a w nich stanęła nieziemska blondynka o oczach, których kolor przypominał płynne złoto. Na jej widok zaschło mi w ustach i najchętniej sam w siebie wycelowałbym jakimś porządnym oszołamiaczem albo Avadą, gdyby tamto nie wystarczyło. Zrobiłbym wszystko byleby z nią nie musieć rozmawiać.
- Witaj Syriuszu,  brakowało mi ciebie przez wakacje. - Przywitała się, a jej głos był równie idealny jak jej ciało.
- Żegnaj Amando - powiedziałem przez zęby - tego samego niestety nie mogę powiedzieć o tobie. 
© Design by Agata for WS. Scroller, pattern.